środa, 5 października 2016

Butelki Dr. Brown`s

Pewnie większość butelkowych mam o nich słyszała - chyba jako jedyne antykolkowe mają tyle fanek potwierdzających ich skuteczność.

Owieczka kolek nie ma - czy to zasługa butelek? Nie wiem, możliwe, wolę nie sprawdzać czy jest inaczej. Ale na pierwszy rzut oka widać różnice między nimi a "zwykłymi butelkami".

Mam awaryjną "zwykłą butelkę" - czemu jeżeli jestem taką zwolenniczka Dr.Browns? Po prostu jakiegoś pięknego dnia pojechałam po zakupy 20km od domu i w chwili tak zwanego przez nas płaczu pierwotnego który najczęściej oznacza - ty mnie tu nie mam atrakcjami ja z głodu umieram spostrzegłam się, że termos jest, mleko jest, kropelki są... tylko butelki nie ma. No i miałam do wyboru w sklepie obok kupić zwykłą butelkę albo wsypać Owieczce suche mleko do buzi i zalać wodą. Rozwiązanie pierwsze wydawało mi się bardziej humanitarne.

Trochę szczegółów technicznych - butelka jak to butelka składa się z... butelki i smoczka, ale w tych produkowanych przez dr Brown`s ich antykolkowe działanie nie ogranicza się do 3 dziurek w smoczku tylko całego systemu odpowietrzającego - silikonowej nakładki i plastikowej rurki. Jak to cudo działa pod względem technicznym - nie mam bladego pojęcia ale już sam dźwięk w czasie picia jest inny. Onomatopeja nie jest moją mocną stroną więc zatrzymam się na tym, że "w zwykłej butelce" coś gwiżdże a czasami nawet zabulgocze a w Dr. Brown`s nie.

Czyli generalnie plusy takie, że podobno na prawdę działa. Minusy? No nie polecam osobom które nie lubią zmywać. Ja po 5 miesiącach mycia systemu dostaję spazmów rozpaczy kierując się do zlewu. Żeby umyć butelkę potrzebujemy 3 myjek - do butelki, do smoczka i trzeciej do systemu. Tak, tak, kupując butelkę należy się zaopatrzyć w cieniusieńką myjeczkę do malusieńkich otworków.

Tak, mycie to prawdziwa przygoda - w silikonowej nakładce jest w sumie 12 otworów wymagających użycia myjki mniejszej niż standardowa. Można oszaleć. Do tego plastikowa część systemu odpowietrzającego wymaga użycia 2 myjek. 

I tak z powodu mycia butelek podałam Owieczce pierwszą marchewkę. Na razie chce mleka nawet po całym słoiku...

Share:

niedziela, 11 września 2016

Ciuchy po Svenie - czyli dlaczego Skandynawskie ciuchy są najlepsze

Owieczka ma posturę rasowego wikinga - szerokie bary, wielkie dłonie i generalnie ma gabaryt dziecka starszego o co najmniej 2 miesiące. Kupowanie mu ubrań to jak gra w rosyjską ruletkę - jak na długość ok to w pasie nie wejdzie, jak w barach wejdzie to ma sukienkę nie bluzę. A jak już przeżyjemy z sukcesem odzieżowym tą grę to okazuje się, że po miesiącu wszystkie ciuchy są już do wymiany bo jak na razie Owieczka nie zwalnia i właśnie osiągnął rozmiar 74.

Z chorej miłości do Skandynawii pół ciąży nurowałam w skandynawskim lumpeksie zbierając wszelakie miękkie, bawełniane i wygodne ciuszki. W sumie dobrze, że na północy mają tak pragmatyczne podejście do ciuchów bo inaczej nakupowałabym całkiem bezsensownych ciuchów tłumacząc sobie, że są bardzo dobrym pomysłem. Teraz kiedy Owieczka jest już całkiem realnym - głośnym, ciężkim, długim i "pachnącym" bytem stwierdzam, że ich ciuszki są po prostu wszystkim czego nam potrzeba.

Pierwsza, podstawowa i bardzo ważna cecha skandynawskich ubranek dla dzieci to to, że są wyprodukowane z bawełny. Najwyższej jakości bawełny, często organicznej a przy tym wszystkim wyjątkowo miękkiej i przyjemnej. No i są wręcz stworzone dla dużych niemowląt - nie mają bezsensownych nitów, napów i kieszeni na pupie czy plecach - po prostu minimalizm górą. A już kocham je szalenie za to, że po pięciuset praniach mają wciąż ten sam fason i wyglądają świetnie - Owieczka ma wiele z nich używanych - z lumpka czy kupionych przez net - i nawet po 2 dziecku wiele z nich wygląda jak nówki. Czy są jakieś wady? Ano są, pierwsza i podstawowa - jak przy wszystkim ze Skandynawii - ceny, ceny, ceny. Przykładowo body z długim rękawem czy spodnie kosztują w moich dwóch ulubionych sklepach ok. 40-50zł. Biorąc pod uwagę, że u nas rozmiar jest na około miesiąc cena troszkę trudna do zaakceptowania. Druga - jak wiadomo - wszystko jest kwestią gustu. Nam bardzo pasuje ta surowość wzorów, stonowany design i naturalność tych ciuszków - nie ma w nich miejsca na cekiny, brokaty, naszyte misie średniej urody itd.
A Firmy?

KappAhl
Jedna z marek z mojej wielkiej trójcy - rozmiarowo większość ciuszków jest spora a raczej długa dzięki czemu Owieczka jeszcze do niedawna nosił niektóre body 62. Bawełna obłędnej jakości, wykonanie nieporównywalne chyba z żadną marka dostępną na naszym rynku. Mam od nich ciuszki zarówno nowe jak i po którymś kolejnym dziecku - żadnego nie udało mi się doprowadzić do stanu zwanego "sprane".


https://www.facebook.com/KappAhlPolska
 Lindex



Kolejna marka z top 3, w Polsce ich sklepy są jedynie w kilku miastach - Bytomiu, Gliwicach, Katowicach, Wałbrzychu i Gorzowie Wielkopolskim- ale sprzedaż internetowa działa pełną parą. Ciuszki jakościowo i stylistycznie podobne do KappAhl, ceny w sklepie też są też zbliżone. Plus jest taki - dla miłośników ciuszków z drugiej ręki -  że marka jest mniej popularna w Polsce więc w lumpkach chyba mniej wyłapywana.

https://www.facebook.com/Lindex




Polarn O Pyret

Kocham tą markę głównie za fajne, oszczędne wzornictwo ale jakość też jest rewelacyjna. Niestety ceny w sklepie internetowym są takie, że czuję się skutecznie odstraszona na do czasu aż Owieczka utrzyma jakiś rozmiar chociaż ze 2 lata. Czyli do jakiś nastych urodzin bo body kosztuje ok. 25euro a gładkie, proste spodnie dresowe 23Euro.

https://www.facebook.com/PolarnopyretSverige


Småfolk


Wzornictwo, wzornictwo i jeszcze raz wzornictwo. Jak to zazwyczaj u Duńczyków ciuchy tak oryginalne, że nie da się ich pomylić z żadna inną marką. Miłość do niedawna głównie platoniczna bo ciuchy nie są wysyłane do polski a w lumpeksach trafiają się głównie dziewczęce... ale w końcu jest! Będziemy testować za jakiś czas bo rozmiar lekko na wyrost.


https://www.facebook.com/smafolk
Share:

czwartek, 11 sierpnia 2016

Kici koci czyli Kotek Milutek i zakręcony lisek od Hencz Toys

Babcia Owieczki postawiła sobie za zadanie kupienie pierwszej zabawki na dzień dziecka dla Owieczki, a że miał On wtedy raptem miesiąc nie było to zadanie łatwe.

Zabawki dla niemowląt są urocze - pastelowe, milutkie, urocze... i tak samo ignorowane przez najmniejsze dzieciątka bo po prostu nie widzą one tych subtelnych kolorów. Ale twórcy zabawek wiedzą, że zabawki kupują rodzice a nie maluszki więc serwują nam to co kojarzy się z delikatnością maluszków.  Babcia Owieczki musiała stoczyć boje ze sprzedawcami w wielu sklepach dlaczego nie chce kupić "szmatek sensorycznych" które są jej oferowane ale w końcu w pewnym warszawskim supermarkecie znalazła czarno-biało-czerwoną "szmatkę" z kocim łepkiem i kolorowymi metkami. Spełniała wszystkie warunki postawione pierwszej zabawce więc została zakupiona - bez huraoptymizmu bo jednak pastelóweczki lepiej przemawiają do dorosłych.

Owieczka dostał ją "gotową do użycia" na dzień dziecka i zapowietrzył się, zapatrzył i posłał kotu swój pierwszy uśmiech w życiu. Spojrzenia pełne uwielbienia zostały mu do czasu aż nauczył się chwytać bo wtedy kota zaczął ciągać za sobą, wsadzać uszy do buzi, oglądać metki i tulić do snu. W sumie z punktu widzenia Mamy Owieczki gdyby kociu zaginął stałaby się tragedia równa tragedii w dni kiedy Tata Owieczki nie może wykąpać Owieczki.

Kotek jest idealny - kontrastowe kolory które widzą maluszki, meteczki które można łapać, wkładać do buzi i oglądać a do tego materiały o różnej strukturze. Zdecydowanie od razu widać, że osoby które je projektują doskonale wiedzą co lubią maluchy, co sprawi im radość i pomoże w ich rozwoju.

Żeby nie było zbyt cukierkowo i nieprawdopodobnie to jedyne co mogę zarzucić to to, że od kiedy Owieczka tuli zabawki (czyli od miesiąca) i po jednym z prań kociu jakby mniej szeleści. Ale Owieczce nie robi to różnicy więc i ja przeszłam nad tym do porządku dziennego.

Owieczka jest bardzo prawicowy, tzn. nie lubi patrzeć w lewo, walczymy z tym od jakiegoś czasu ale sukces nazwałabym umiarkowanym, bo w łóżeczku mógł się patrzeć w ścianę ale nie spojrzał w lewo. Mama Owieczki stwierdziła, że sukces kocia dobrze wróży i należy zakupić spiralkę na wózek i przyczepić na łóżeczku po lewicy Owieczki. Pojechaliśmy 20km do sklepu żeby Owieczka sam wybrał którą wersję woli - czarno białego czy rudego lisa - a w wejściu do marketu usłyszałam znajome posapywanie z wózka... Owieczka zasnął, więc spacerowaliśmy po sklepie 30 min po to żeby mój syn ostatecznie wybrał tą wersję której się spodziewałam. Wróciliśmy z czarnobiałym lisem.

Liska zaczepiłam Owieczce przed snem i włożyłam go do łóżeczka... i znów, co tam mama, smoczek i pieluszka tetrowa! Lisek! Usiadłam w fotelu i podziwiałam dźwięki zachwytu wydobywające się z łóżeczka - huhuhuhuuuuuuu - i tak 15 min aż Owieczka padł patrząc na lewicę. Myślałam, że to może kwestia nowości, ale nie - następnej nocy do repertuaru doszła zabawa lusterkiem - ciągnięcie za nie, próba wsadzenia go do buzi i znów - bach, Owieczka śpi patrząc na lewo.



Owieczka zajmuje się wieczorem i w nocy liskiem a w dzień kociem, gdyby była jakaś inna część doby pewnie miałby jeszcze jakąś zabawkę tej firmy... chociaż nie ukrywam, że jeżeli będę miała mu kupić jakąś nową zabawkę to nie będę ryzykowała innych firm i też kupię z Hencz Toys bo zdecydowanie robią to co maluchy lubią najbardziej.




Share:

piątek, 29 lipca 2016

(Nie tylko) damskie sprawy czyli torba do wózka - Skip Hop Duo Signature

Rzucając temat do rozmowy "torba do wózka" pewnie większość panów odpowiedziałaby - "jest", a większość pań zaczęłaby od "ohh". Jeszcze pół roku temu Mama Owieczki cieszyła się, że torba jest w zestawie z wózkiem a już miesiąc po narodzinach Owieczki wiedziała, że pora na rozwód.

Chyba większość toreb które są w zestawie z wózkami cierpi na daleko posuniętą bezkieszeniowość, klapowatość i worowatość. Myślałam, że tylko nasza ale na szczęście inne mamy wyprowadziły mnie z błędu.

Torba od naszego wózka (opisanego w poprzednim poście) posiadała 4 kieszenie - dwie po bokach do których nasze butelki mieściły się z oporem a inne latały luzem, oraz jedną za suwaczkiem w której z trudem mieścił się portfel, telefon i dokumenty a także jedną wielką. Dodatkową atrakcją w pakiecie był fakt, że po zachlapaniu jej wodą zostawała jakże twarzowa plama. Nasz związek trwał krótko - około jednego miesiąca - kończąc się zakupem torby która na polskie warunki sprawia wrażenie bezsensownie drogiej a już całkiem bezsensownej gdy zorientuje się człowiek, że kosztuje 1/3 ceny używanego wózka który kupił.

Przegrzebanie internetu zakończyło się decyzją, że Mama Owieczki celuje w torbę Skip Hop - bez konkretnego modelu, bo jest z tych co to muszą zobaczyć, bo surowe cyferki nic jej nie mówią. Znów Babcia Owieczki okazała się bezcenna bo wyśledziła, że rzeczy firmy Skip Hop dostępne są w show roomie (myślałam, że to sklep, ale wyczytałam, że show room i w sumie nie wiem z czym to się je ale nazwę po imieniu) na ich osiedlu i można pomacać.

Wracając od lekarza ubrana jak na podmiejską matkę przystało, z fryzurą która przy dużej dawce hipsterskiego podejścia do świata mogła sprawiać wrażenie celowego nieładu, z upapraną torbą od wózka i mało lanserskim fotelikiem samochodowym w którym siedział Owieczka ubrany jak dziecko podwórka zajrzałam do wspomnianego show roomu.

Pani od razu zaproponowała mi Skip Hop Duo Signature w wersji standardowej i limitowanej. Wersja standardowa ma bardziej sportowy charakter  - kieszenie na butelki wykonane są z materiału łączonego z siateczką, rączki z typowej taśmy wykorzystywanej do takich wykończeń, materiał jest typowy dla toreb sportowych (tylko lepszy, ale o tym później). Wersja limitowana posiada kieszenie na butelki ukryte za suwakami, a rączki wykonane z imitacji skóry, materiał jest wykonany z impregnowanego materiału który sprawia bardziej eleganckie wrażenie.

Jako, że Mama Owieczki ma jednak bardziej sportową osobowość ale lubi klasykę i gładkie tkaniny zdecydowaliśmy się na model Duo Signature Heather Grey.

Na pierwszy rzut oka - torba jak torba. Na drugi - logicznie rozwiązana. Na trzeci - torba idealna. Kupując ją miałam tylko wrażenie, że inni nie mogą się mylić bo bez przetestowania jej na własnej skórze ciężko jest wyobrazić sobie wszystkie jej zalety.  

Siedzę, patrzę na naszą torbę i zastanawiam się od czego zacząć... może dla przekory od rzeczy na które najmniej zwraca się uwagę. 

1. Gumowane paski do zaczepiania torby na wózku - nie dość, że torba trzyma się tam gdzie ją zaczepiliśmy nawet gdy staramy się sprawdzić jaki kąt wysiadania z autobusu zaakceptuje Owieczka to dodatkowo ułatwia przyczepianie torby kiedy w lewej ręce trzymam Owieczkę a prawą staram się zaczepić torbę jednocześnie nogą zamykając drzwi od samochodu.

2. Zaczep na zabawkę lub pojemniczek na smoczek - u nas służy jako zaczep na pojemniczek na smoczki i mimo, że Owieczka nie jest ortodoksyjnym miłośnikiem smoczków to osobie która wymyśliła ten zaczep należy się Order Śpiącej Owieczki. Myślę, że ten wybór poprą wszyscy którzy stoją razem z nami w kolejce w Biedronce, Owieczka robi TEN grymas a Mama Owieczki w 2 sekundy uwalnia smoczek i rozpacz zostaje ukojona i nie trzeba nas wcale przepuszczać żeby usłyszeć panią kasjerkę. 

3. Kieszeń na telefon -  Może nawet nie sam fakt, że jest bo w obecnych czasach powinno być to standardem, ale to gdzie jest umieszczona. Tuż obok suwaka do głównej kieszeni mamy mały suwak pod którym umiejscowiona jest kieszonka która idealnie mieści telefon. Kiedy torba jest przyczepiona do wózka spokojnie możemy podłączyć słuchawki i nie plątać się z kablem a gdy telefon dzwoni kiedy właśnie szarpiemy się z pampersem wykopiemy telefon używając jednej ręki (na prawdę, suwaki odpinają się idealnie). 

4. Boczne kieszenie na butelki - te kieszenie to hit dla mnie jako dla mamy z konieczności karmiącej mlekiem modyfikowanym. Wychodząc z domu zabieramy ze sobą dwie butelki i mamy je zawsze pod ręką a pustą już butelkę jestem w stanie bezpiecznie włożyć do kieszeni jedną ręką (chyba cała torba jest przystosowana do obsługi jedną ręką). Owieczka przetestował ostatnio wypadalność butelek z tych kieszeni łapiąc za pasek od torby kiedy właśnie go podnosiłam z łóżka. Butelki zostały na miejscu. Egzamin zdany. 

5. Kieszonki z przodu - u nas nie funkcjonują jeszcze jako na przekąski, jak pisze producent, bo Owieczka jest jeszcze za mały ale świetnie sprawdzają się jako kieszenie na czapeczkę, ukochanego Ruffiego (żyrafę o krótkiej szyi), kropelki na brzuszek i  śliniaczek na nie cierpiący zwłoki głód. 

6. Kieszeń główna - główna kieszeń kryje w sobie dwie mniejsze kieszenie które świetnie sprawdzają się jako kieszenie na pampersy, mokre chusteczki i torebeczki na pampersy po "większej sprawie". Z racji tego, że Owieczka musi być karmiony mlekiem modyfikowanym w kieszeni tej mieści się 1 litrowy termos, pudełeczko zawierające 4 porcje mleka. Nie nie, to jeszcze nie wszystko. Nadal mieścimy tam awaryjny pajacyk, bodziaka, bluzę i dwie pieluszki tetrowe. Po dzień dzisiejszy nie wierzę, że to wszystko mieści się w torbie która sprawia wrażenie tak małej.

7. Przewijak - W zestawie z torbą otrzymujemy matę do przewijania ukrytą w otwartej kieszeni umieszczonej z tyłu torby (tak, tak, obsługa jedną ręką). Świetna sprawa kiedy musimy przewinąć dziecko na stacji benzynowej na przewijaku w wc albo na ławce w parku. Nie dość, że jest miękki to jeszcze jest dodatkową izolacją od bakterii które nie powinny mieć kontaktu z naszym dzieckiem. 

8. Kontrastowy kolor podszewki -  Teoretycznie jakoś średnio to ważne, bo jakie znaczenie ma kolor podszewki... a jednak ma. W Owieczkowej, szarej torbie podszewka jest intensywnie czerwona i dzięki temu pierwszy raz w życiu nie "łowię" w torbie przez 10 minut zanim znajdę to czego szukam. Otwieram torbę i od razu widzę to czego właśnie potrzebuję. Nie wiem, magia to jakaś czy coś takiego, ale już zawsze chcę tak mieć!

Jak dla mnie - torba warta każdej wydanej złotówki. Pojemna, wygodna, stabilna (można ją postawić i nie wymaga podpierania), estetyczna i... a no właśnie - wygląda na to, że w dużym stopniu plamoodporna. Owieczka postanowił po raz kolejny pokazać, że łapanie idzie mu coraz lepiej i tym razem złapał za krótką rączkę przewracając torbę razem z butelką nie zakrytą nakrywką. Mleko powędrowało na prawą kieszeń. Dopiero po 5 minutach mogłam coś z tym zrobić i zrobiłam - przetarłam mokrą ściereczką - i co mnie zaskoczyło całkowicie - nie ma nawet śladu, że cokolwiek się wylało!

A co mi się jeszcze podoba?? Że nie jest taka oczywiście wózkowa. Nic nie wskazuje na to, że to torba dedykowana obsłudze Owieczki i powoli robię zakusy na nią po okresie Owieczkowym. Bo w sumie zamiast butelek na mleko z powodzeniem może wylądować butelka z wodą a wszystkie zalety przegródek można wykorzystać z typowo damską zawartością :)

A tak nasza torba wygląda zazwyczaj:

 


Share:

wtorek, 26 lipca 2016

Kupujemy wózek czyli kryzys marzeń

Stwierdzenie, że kupujemy wózek używany w sumie zmieniło tylko tyle, że mogliśmy przestać już planować napad na lokalny oddział banku (później dowiedzieliśmy się, że i tak by z tego nic nie było bo to oddział bezgotówkowy). Dalej wózek nie wybrany a nasza wiedza w tej materii jest bliska tej na temat fizyki kwantowej.

8 rano, Mama Owieczki stara się odespać 5 pobudek na wizytę w wc a tu telefon od Babci Owieczki B: Fyn
M: Co fyn?
B: Wózek, zobacz sobie.

Okazało się, że Babcia siedząc w parku niczym specyficzny zboczeniec oglądała... wózki. Stwierdziła, że tych jest dużo i powinnam sobie zobaczyć. Zobaczyłam i stwierdziłam - bierzemy. Duża gondola, w wersji limitowanej dwie budki (z "klimą" na 1/3 budki), podnoszone plecki w gondoli, ciężki jak dzwon...
Zamieszkałam na znanym portalu z lokalnymi ogłoszeniami i tak w czwartym miesiącu ciąży weszłam w posiadanie wózka.

Z wózka bardzo krótko korzystała śliczna dziewczynka która mając 1.5 roku wyglądała na co najmniej 3 a z wózka przestała korzystać mając rok, bo przestała się w nim mieścić. Dziś zastanawiam się czy w materacyku nie ma zaszytych jakiś substancji promieniotwórczych...

Generalnie wózek jest całkiem przyjemny z wyglądu - materiały sprawiają wrażenie całkiem porządnych a co najważniejsze - większą część tapicerki można wyprać (na zdjęciu naszego wózka część nie dająca się zdjąć to ta zrobiona z pikowanej a`la alcantary). Powiem więcej - nawet prałam ją i muszę powiedzieć, że jestem w ogromnym szoku bo wózek po praniu prezentuje się rewelacyjnie jedyny "ryzykowny" element to daszek w budce ze względu na niego warto jednak puścić pralkę na mniejsze obroty. W naszym wózku jest już zniekształcony bo poprzednia właścicielka chyba zaszalała z pralką.

W środku gondolki mamy materacyk zaczepiany o podnoszone "plecki". I do tego materacyka mam chyba największe "ale". Jest strasznie cienki, miękki a jak podnoszę Owieczkę po spacerze to jest na nim wyraźnie odciśnięta główka. Dlatego zastanawiamy się nad wymianą tego materacyka.

Rama jest naprawdę solidna a plastikowe elementy mocniejsze niż sprawiają wrażenie (nasz wózek jest składany i rozkładany co najmniej raz dziennie). Jedyne do czego mogę się przyczepić to system śrub mocujących przednie koło... przyznajcie się która z Was wozi w torbie przy wózku dwa śrubokręty?? Ano Mama Owieczki jako kobieta wyzwolona posiada i to! Już raz posiałam śrubę a ostatnio zauważyłam, że znów się odkręca... No cóż, nawet najlepsi czasem muszą się wykręcić.


Podobno ogromną zaletą tego wózka jest ogromny kosz na zakupy. Fakt jest ogromny, ale jeżeli jesteście jak Tata Owieczki i jesteście o krok od bycia wegetarianami a do tego jesteście jak Mama Owieczki i macie torbę do wózka z litrowym termosem pełnym wody - pamiętajcie,  że wasze zakupy to zło wcielone dla tego wózka. Po zapakowaniu koszyka zakupami o łącznej wadze ok 4 kg - marchewka, nektarynki, pietruszka, pomidory, papryka itd. amortyzator przysiadł tak, że nie dało się jechać.

O ile mam poczucie, że idealnie wstrzelił się w nasze podmiejskie potrzeby to jednak nie polecam go osobom które muszą wózek wnosić dość wysoko po schodach bo Mama Owieczki puchnie już po wniesieniu go na parter a do tego ledwie mieści się obok wózka na PRL-owskiej klatce schodowej. Za to Jedo Fyn podmiejskie wertepy pokonuje ze znaczną gracją a Owieczka kocha jak go wytrzęsie w wózeczku.

Mam tylko jedno ale... czemu ten mój Owieczka tak rośnie, że mając 3 miesiące ma nad głową 5 cm i tyle samo poniżej stópek. Raczej nie będzie dane nam użyć podnoszonych pleców w gondoli, no ale za to szybko przetestujemy spacerówkę... 


Share:

środa, 20 lipca 2016

odcinek 1 zwany też "i kupię Owieczce śliczny skandynawski wózeczek"

Wózek - ma być ładny, pasować do dresów, szpilek, samochodu, deskorolki siostry ciotecznej i szpilek dziewczyny brata ciotecznego, a także wygodny dla dziecka, mamy, taty,  babci i kuzynki ze strony ciotecznej babki, modny, w atrakcyjnych kolorach oraz lekki... i tani. Aha, i wytrzymać 10 dzieci.

A teraz zejdźmy na ziemię. Owieczkowa rodzina mieszka w mieście...w sumie to obrzeżach mniejszego miasta pod dużym miastem. Droga pod domem to coś ubite ubijarką - dziury są ogromne i głębokie a po deszczu woda stoi w nich wiele tygodni. W sumie to nie wiem czemu w żadnej nie zamieszkały jeszcze kaczki.  W ten sposób miejsce zamieszkania wymusiło rezygnację z wózków na niewielkich kółkach oraz nisko zawieszonych a także na bardzo sztywnych konstrukcjach. W ten piękny sposób jakże modne w Dużym Mieście wózki Stokke odpadły na samym początku (uff - stęknął mój portfel).

Ale cóż, rynek Skandynawskich wózków nie kończy się na norweskim Stokke, mamy jeszcze popularną, Szwedzką Emmaljungę. Mama Owieczki otuliła brzuch zimową porą i zabrała Babcię Owieczki na "wózkowe macanko" do sklepu. Cóż, wrażenia były sprzeczne - z jednej strony materiały które sprawiają wrażenie jakby miały wytrzymać 5 dzieci z drugiej design jakby inny niż pozostałe popularne obecnie wózki, a nawet chwilami trącił myszką. Ale, że nowe miejsce zamieszkania spowodowało, że potrafię wyjść bez makijażu i w dresie z supermarketu do sklepu to akurat byłam skora się skusić na Emmaljungę ze względu na trwałość. Ale jednak znów nie - i portfel znów jęknął UFF. Tak, cena też nie dla przeciętnego Kowalskiego - zestaw z fotelikiem potrafi kosztować ponad 5tysięcy. Ale udając, że nie widzę metki z ceną doszłam do innych wniosków - Rodzice Owieczki są raczej słusznego wzrostu - Pani Mama ma 170cm a Pan tata 186cm do tego są starzy i bolą ich kręgosłupy. O ile jeszcze Mama Owieczki jakoś da radę o tyle Tata Owieczki mógłby się pochylić nad swym pacholęciem i tak zostać. Dziwne to trochę bo z tego co pamiętam z wakacji to Szwedki miały głowę trochę wyżej niż ja a Szwedzi to już w ogóle...


I tak Matka Owieczki po raz drugi w życiu musiała przyznać, że nie samą Skandynawią Owcze stado będzie żyło.

I wtedy przyszło pewne przemyślenie - a po co nam nowy wózek?? Serce by cierpiało wraz z każdym stęknięciem amortyzatora na drodze i błotem na tapicerce... Jak pomyśleli tak zrobili cdn.


Share:

piątek, 15 lipca 2016

numer 1

Właśnie teraz w łóżeczku obok mnie zasypia największe wyzwanie mojego życia. Ma 2 miesiące i jest "złotym dzieckiem" - mało płacze, ładnie śpi, chętnie się uśmiecha. Lubi tylko jedną kołysankę - o owieczce. Żaden tam Wojtuś z iskiereczką czy król z cukru, ma być o owieczce! A, że piosenka ma jedną zwrotkę i na dodatek jest po norwesku to śpiewać ją muszę ja i przy 10 powtórzeniu wcale nie jestem pewna czy w mojej wersji to owieczka robi "bæ bæ" czy "kochane dziecko".

A tak - i moja Owieczka boi się kichnięć... dlatego właśnie się obudził [zapamiętać - nie robić porządków. Porządki = kurz = kichanie = Owieczka nie śpi]. 

Mam wrażenie, że bycie mamą pokomplikował trochę fakt, że zawodowo kierował mną kalendarz, procedury i dress code. Owieczki jak żadnego dziecka nie da się wpisać w kalendarz, nie da się w sumie nic zaplanować, nikt nie daje instrukcji obsługi a dress code to teraz - "to co mam w szafie i nie wymaga prasowania" (wiwat paskudnie, sztuczne materiały). Od kiedy Owieczka jest ze mną pomalowałam się może dwa razy... ok, jest jedna pozytywna strona tego faktu - po raz pierwszy złapałam chociaż trochę opalenizny na twarzy. Mam włosy tzw. półdługie co w skrócie oznacza, że połowa złapie się w gumkę a połowa z połowy wyjdzie z niej po max 3 min spaceru - oznacza to, ze zazwyczaj mam na głowie coś co wygląda jakbym właśnie wstała po solidnej imprezie. Buty - umrzyjcie balerinki, oxfordy, czółenka - adidasy a najlepiej już do adidasy do biegania to jest to. Nie, nie używam ich do biegania tylko do robienia długich kilometrów z wózkiem. 

Pierwsze dziecko w połączeniu z "nie będę nic czytała, umrzyj dr. Google" zaowocowało beznadziejnym zestawem ubrań, brakiem awaryjnej butelki na mleko, tragiczną torbą do wózka, beznadziejnym otulaczem itd. itp. No cóż na błędach człowiek się uczy... No i to jest w sumie meritum całego postu - chciałabym się z Wami podzielić moją młodomamową wiedzą i opiniami o tym co udało mi się przetestować na własnym synu. Ceny od zera do milionera, czyli z każdej półki cenowej z której zdecydowałam się coś zgarnąć.
Share: